Marzenia i podróż do Rzymu i Watykanu

Marzenia i podróż do Rzymu i Watykanu

Rzym i Watykan

Każdy ma marzenia. Ja spełniam nie tylko swoje, ale tez mojej ukochanej mamy. Dlaczego czekać do emerytury, gdy bolą nogi i strzyka w plecach żeby zwiedzić Rzym i Watykan. Dlaczego całe życie ludzie składają grosz do grosza, a później z żalem wydają te pieniądze na leki leczenie, czy kwiaty do ogrodu, wspominając jedynie o swoich marzeniach. Dlatego ze nigdy pieniędzy dość.

A ja nie chcę tylko marzyć, chcę te marzenia przede wszystkim realizować. Tym razem nie chodziło tylko o mnie. Zbliżający się majowy Dzień Matki dał mi sporo do myślenia i postanowiłem zabrać swoja mamę Janinę w podróż, o której marzyła.

I tak spotkały się dwa światy. Młody ja i moja mama. Dwa światy połączone pielgrzymką do Rzymu i Watykanu.

rzym watykan mama janina i tadeusz stabrawa marzenia

Tym razem czekała mnie podróż autokarem, które może mimo niewygody dostarczyła dodatkowe atrakcje w postaci chociażby zwiedzania Budapesztu. Węgry zachwycają krajobrazem. Sama zaś stolica stanowi wielki ośrodek kulturalny. Galerie, teatry, muzea, biblioteka narodowa znajdujące się w  monumentalnych budowlach sprawiają, że jest co podziwiać.

Mama oczywiście była zachwycona, chętnie pozowała do zdjęć, uśmiechała się i z zaciekawieniem słuchała przewodnika, który opowiadał o ciekawostkach związanych ze stolicą Węgier. Udało się nam wybrać na Górę Gellert, z której wspaniale rozpościerała się panorama całego miasta. Zwiedziliśmy również Bazylikę św. Stefana, która jest jednym z największych kościołów na Węgrzech. Nie bez powodu nosi właśnie to imię – święty Stefan to patron Węgier, a w bazylice jest przechowywana najważniejsza węgierska relikwia, zmumifikowana dłoń świętego.

dalej w drogę….

Czas, który poświęciliśmy na zwiedzanie Budapesztu nie był wystarczający, aby zapewne poznać wszystkie zakątki, ale to też dobra okazja, żeby tu wrócić. Po godzinie 19 wyjechaliśmy w dalszą podróż do naszego miejsca docelowego. Po drodze mijaliśmy Balaton. W końcu zapadł zmrok, a wraz z nim przyszło znużenie, które przyniosło sen. Nad ranem dojechaliśmy do Włoch. Około 8.30 zatrzymaliśmy się na poranną toaletę.  Mieliśmy czas, żeby zjeść śniadanie i rozprostować nogi. Oczywiście był to czas rozsądny, bowiem parę chwil później wracamy do autobusu i wjeżdżamy do Loreto. Tam o 10:00 uczestniczymy we Mszy świętej i zwiedzamy polski cmentarz. Cmentarz ten jest jednym z czterech polskich nekropolii usytuowanych na ziemi włoskiej. Znajdują się tu groby polskich żołnierzy 2 Korpusu Polskiego z okresu II wojny światowej. Po krótkiej zadumie w tym pamiętnym miejscu w godzinach popołudniowych przyjeżdżamy nad Adriatyk.

Chwila wytchnienia

Szum fal, ciepły wiatr i piasek pod stopami. Oboje z mamą lądujemy po kolana w morzu. Temperatura wody przyjemnie ochłodziła zmęczone stopy. Nie ma większej nagrody jak uśmiech na twarzy matki, a ten jej nie opuszczał. Po kąpieli w Adriatyku zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Pierwsza grupa udała się do Lanziano, miejsca cudu eucharystycznego, a następnie do San Govani Rotondo, które znane jest głównie dzięki postaci Ojca Pio. W tej grupie znalazłem się także ja i mama. Druga grupa wyruszyła w podróż do Subacio, miejsca gdzie św.Benedykt  przygotowywał się do wyruszenia na Monte Cassino. Prawdziwa kolebka historii, cudowne widoki, wąskie uliczki, przepiękne budowle, czyli wszystko to co charakteryzuje Włochy.

tadeusz stabrawa mama janina watykan rzym

Wieczorem zostaliśmy zakwaterowani w hotelu w San Govani Rotondo na 1 nocleg. Po pobudce dnia następnego mamy trzeci dzień wyjazdu tj. 20 kwietnia. Mama od samego rana była gotowa na dalsze podboje. Zgodnie z planem wycieczki, po sytym śniadaniu ruszyliśmy do zwiedzania góry św. Michała oraz cmentarzu na  Monte Cassino. Wrażenie robi umiejscowione na wzgórzu Opactwo Benedyktynów. Miejsce bardzo mocno związane z historią, także polską, dzięki zwycięstwu wojsk gen. Władysława Andersa, którego żołnierze jako pierwsi zawiesili biało-czerwoną flagę po zajęciu wzgórza opuszczonego przez wojsko niemieckie. Świetnie spędzony czas, wypełniony historią z okresu II wojny światowej. 

Po intensywnym dniu zwiedzania dołączamy do pozostałej części grupy i meldujemy się w hotelu w Fiugii, tym razem na 3 noce. Po drodze do hotelu zatrzymaliśmy się na chwilę w miasteczku Norcia,  które bardzo ucierpiało podczas ubiegłorocznych trzęsień ziemi. Naruszone konstrukcje domów, oraz mury miasta sygnalizują możliwość zawalenia. Az przykro pomyśleć, ze ci ludzie tez mieli marzenia, które zniszczyła tragedia. Mimo tego, w tym całym zgiełku spotykamy kilku przemiłych Włochów, z którymi próbowałem porozmawiać po angielsku.

Niestety okazuje się, że z angielskim Włosi raczej za wiele wspólnego nie mają. Mimo tego udaje się nam zakupić przepyszne lody włoskie.

Dzień czwarty, tj sobota ruszamy do Rzymu.

Tutaj zostajemy podzieleni na mniejsze grupy. Autokary dowożą nas do samego centrum Rzymu. Po Mszy Świętej wraz z przewodnikiem rozpoczynamy zwiedzanie najważniejszych punktów imperium.

Mama?

Zachwycona. Spełnione marzenia

W końcu miała okazję zobaczyć Rzym, który tak często widywała jedynie w telewizji.  Colosseum, Ołtarz Ojczyzny, Forum Romanum, Fontanna di Trevi, Plac Hiszpański, Panteon, Piazza Novana, Piazza del Popolo, Piazza del Campidoglio to wszystko i wiele więcej. Oczywiście obowiązkowo skosztowaliśmy słynnych lodów włoskich tuż przy Panteonie. Miasto niesamowicie zatłoczone przez turystów z całego świata. Mimo tego nie traci na swoim uroku. Zdecydowanie polecam każdemu zobaczyć. Mama także. Piękna kolebka naszej cywilizacji. Popołudniu wróciliśmy na kolację do hotelu.

Nadeszła niedziela i dzień długo wyczekiwany głównie przez moją Mamę, bowiem w dniu tym udaliśmy się do Watykanu, aby po pierwsze zwiedzić samą Kaplicę Sykstyńską, pomodlić się na grobie świętego Jana Pawła II,  a po drugie odmówić modlitwę Anioł Pański wraz z papieżem Franciszkiem, który tradycyjnie o godzinie 12:00 ukazał się w oknie papieskim pozdrawiając turystów. Pielgrzymi licznie zgromadzili się pod oknami watykańskimi, machając radośnie flagami na cześć papieża. Wyjątkowo spędzony czas pozwalający na chwilę refleksji. Mama była szczególnie uradowana tym podniosłym wydarzeniem. Po godzinie 16:00 podjechały autokary, które zabrały nas pod Bazylikę św. Pawła. Tam spędziliśmy chwilę na zwiedzaniu i modlitwie. Później całą grupą udaliśmy się do poszczególnych autokarów i obraliśmy kierunek na hotel. Następnego dnia przyszła pora na pakowanie i powrót do Polski. Tak marzenia mamy zamieniły się w rzeczywistość.


Wyprawa do Rzymu okazała się strzałem w dziesiątkę. Mama była i nadal jest pod wrażeniem piękna nie tylko krajobrazu ale i architektury. Szczególnie ucieszył ją pobyt w Watykanie.

Nieskromnie powiem, że prezent na Dzień Matki okazał się wspaniałym podziękowaniem za jej trud i pracę, który włożyła w moje wychowanie.

W końcu też po części dzięki Niej zawdzięczam to co osiągnąłem.

Pamiętaj jednak, że nie musisz zabierać swojej Mamy w podróż do Rzymu by pokazać jej jak ważną jest dla Ciebie osobą, wystarczy, że ją przytulisz

i nie zapomnij o kwiatach