”Niezależność, wolność i szczęście”

”Niezależność, wolność i szczęście”

Takim właśnie mottem wita mnie Wietnam. Kraj, w którym na drodze wszyscy mają pierwszeństwo, skutery posiada każda rodzina w ilości co najmniej jednego, a przy okazji można spotkać tygrysa, węża albo żółwia. Ot takie szaleństwa. Ale po kolei.

Mapa życia…

Wybrałem Wietnam jako kolejny punkt mojej podróży. Dlaczego? Pewnie dlatego, żeby odhaczyć na swojej mapie życia to miejsce. Poznać nową historię i  kulturę kolejnego kraju.

Sajgon jak się patrzy…

Ho Chi Minh największe miasto tego kraju zwane dawniej Sajgonem przywitało mnie ogromnym chaosem. Serio. Już wiem skąd wzięło się jakże popularne u nas powiedzenie, w momencie totalnego rozgardiaszu „ale tu sajgon”. Po prostu totalna dezorganizacja tłok i ludzie poruszający się we wszystkich kierunkach. Szczerze? Nie wiem jak oni ogarniają to wszystko co się tam dzieje, ale o dziwo jakoś sobie radzą. Mimo całego popłochu, Wietnamczycy to całkiem mili ludzie. Odwiedzając mniejsze okoliczne miejscowości można zostać zaproszonym na posiłek, a tamtejsza młodzież chętnie podejmuje dialog, używając podstawowego słownictwa angielskiego.

Delta Mekongu

Po zakwaterowaniu w hotelu przyszedł czas na odpoczynek. Swój pobyt w Wietnamie rozpocząłem od zwiedzania, a konkretniej od Delty Mekongu. W Wietnamie Południowym jest ona bardzo popularnym kierunkiem wycieczek. Delta Mekongu nie powala widokiem, tym bardziej, ze woda tam płynąca ma kolor brązowy. Podejrzewam, że wynika to z kwestii wydobywania żwiru i piasku niż bardziej z nieczystości. Atrakcje znajdowały się na poszczególnych wysepkach, na których można było skosztować lokalnych herbat, alkoholi, whiskey z ryżu, a nawet samemu przygotować specjał w formie słodkiego ziemniaka zawiniętego w papier ryżowy i usmażyć go w oleju

Cukierek ryżowy

Miałem również okazję spróbować kilku cukierków, które zawinięte były w papier ryżowy, dzięki czemu były one od razu gotowe do spożycia. Papier ryżowy ma więc wiele zastosowań, dzięki temu interesującym było zapoznanie się z metodą jego wytwarzania. Wycieczka trwała do późnych godzin wieczornych. Mieliśmy okazję zobaczyć przedstawienie, które nakreślało kulturę tamtejszych rodzin. Otóż ukazany został sposób podawania śniadania przez żony mężom, którzy co rano wyruszali do ciężkich prac na polach przy zbieraniu płodów ziemi.  Jak się okazuje, ma ono bardzo uroczysty charakter, a wszystko po to, aby małżonek był w pełni sił wychodząc do pracy.

Pływające markety?

Zaskoczył mnie fakt, że tamtejsze łodzie, są pływającymi marketami, w których można nabyć przeróżne rzeczy. Począwszy od alkoholi skończywszy na ubraniach czy pamiątkach. Czy ogólnie polecam tego rodzaju wycieczkę? Na pewno warto się tam wybrać, aby choć trochę poznać kulturę i zwyczaje Wietnamczyków. Samo miejsce nie robi spektakularnego wrażenia, ale wrażenie robią ludzi, ich sposób bycia. Tego na pewno nie da się podrobić.

Da Nang – ładnie brzmi, jeszcze lepiej wygląda

Następnego dnia wybraliśmy się do miasta Da Nang, które miało naprawdę wiele do zaoferowania. Szczególnie wyjątkowym miejscem okazało się Ba Na Hills. Tworzy je górski kompleks z zamkiem na czele, który nadaje świetny klimat całemu otoczeniu. Architektura tego miejsca zachwyca. Na sam szczyt wjeżdża się kolejką linową. Francuskie miasteczko, w którym znajduje się mnóstwo kawiarnek, restauracji i różnych atrakcji. Sun World pozwala przenieść się w inny wymiar, wszystko co widziałem wprawia w zachwyt. No i oczywiście…

Golden Bridge

Golden Bridge! Gorąco polecam, warto zobaczyć ten cud, pomimo, że jest to całkiem nowa atrakcja tej okolicy, bowiem został on oddany do użytku w czerwcu 2018 r. W Da Nang spędziłem 2 dni. I uwierzcie jest tam co robić przez cały ten czas. W Sajgonie byłem łącznie 4 dni. Nie był to jednak dla mnie koniec atrakcji. Na horyzoncie był bowiem Bangkok i event Excelz. Oczywiście event jak zawsze pełen emocji i atrakcji. DasCoin to DasCoin, nie do podrobienia. Poznałem wspaniałych ludzi, którzy podobnie jak ja pracują w tym niesamowitym projekcie. Ale wracając do samego Bangkoku, muszę przyznać, że to mój drugi pobyt w nim, ale udało mi się go odkryć na nowo.

Wat Pho, Phra Keaw i leżący Budda

Odwiedziłem kilka świątyń, w tym najpopularniejsze Wat Pho i Wat Phra Kaew. Wat Pho jest zwana świątynią leżącego Buddy i rzeczywiście zajmuje on naprawdę sporo miejsca w tej leżącej pozycji. Pochodzi z XVI wieku, więc nie należy do najmłodszych. Świątynia ma powierzchnię 80 000 m2, więc żeby ją zwiedzić trzeba uzbroić się w nielada energię. Najważniejszym punktem Wat Pho jest kaplica medytującego buddy, w której mnisi oddają pokłony przed posągiem buddy. Jako ciekawostkę dodam, że do Buddy nie należy nigdy obracać się plecami, ani siadać z wyciągniętymi stopami, bowiem jest to uważane za obrazę. Kolejna świątynia zwana także Świątynią Szamragdowego Buddy. Mieści ona wiele posągów Buddy ze złota, srebra i kamienia, nad wszystkim góruje szmaragdowy Budda oraz naturalnej wielkości Budda z lanego złota. Tym złotym akcentem podsumowałem całą moją podróż, która trwała miesiąca. Bagaż wspomnień biorę ze sobą i robię miejsce na kolejne. Zapraszam Cię na kolejną wyprawę!

A Ty kiedy jedziesz ze mną?

JeSTem na fali, lecę na Bali

To Singapur, czy Bali?

Zgodnie z zapowiedzią w poprzednim artykule na celowniku pojawiła się kolejna podróż. Zaczęła się ona z Warszawy przez Helsinki do Finlandii, aż w efekcie końcowym wylądowałem i to dosłownie w Singapurze. Singapuru chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Nie mniej jednak zaskoczeniem był dla mnie chociażby fakt, że do Singapuru nie można wwieźć gumy do żucia, zapalniczki w kształcie broni oraz e-papierosów. 

Co ciekawe Nie tylko wwiezienie gumy do żucia jest zakazane, od lat 90. nie można jej kupić w żadnym sklepie. Zatem świeży oddech tylko z tic tac’iem. W Singapurze spędziłem dwie noce, z czego z jednej niewiele pamiętam i bynajmniej nie przez ilość wypitego alkoholu, ale przez zmęczenie podróżą, zmianę czasu.

Marina Marina, nowa dziewczyna?

Kolejną noc spędziłem w hotelu Marina Bay Sands. Obiekt ten jest niesamowicie charakterystyczny, bowiem wznosi się tuż nad zatoką. Oferuje on największy na świecie basen bez krawędzi znajdujący się na dachu, w którym mogłem zażyć kąpieli i skosztować singapurskiego drinka. Co ciekawe w hotelu tym znajduje się 20 lokali gastronomicznych oraz światowej klasy kasyno. Goście mają bezpośredni dostęp do jednego z najwspanialszych centrów handlowych w Singapurze oraz do Muzeum ArtScience, w którym można podziwiać stałą wystawę Future World. Dlatego więc chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, dlaczego wystarczyło wybrać się z pozoru do zwykłego hotelu, aby stracić poczucie czasu. Jedno miejsce, a tyle możliwości!

Kosmiczny ogród

Usłyszałem też o kosmicznym ogrodzie, który postanowiłem zobaczyć na własne oczy. W centrum zatłoczonego miasta, pełnego wieżowców
i przepychu wyrasta 100 ha zieleni. Ogrody Gardens by the Bay zajmują ogromną powierzchnię i dzięki też temu stanowią obecnie jedną z największych atrakcji turystycznych tego państwa-miasta. Na ich świetność oczywiście złożył także ich niespotykany wygląd zaprojektowany przez wielu znakomitych architektów, inżynierów, no i oczywiście ogrodników z różnych stron świata. A skoro o ogrodach mowa, to aby poczuć się jak w filmie, warto wybrać się na Supertree. Jeśli mieliście okazję oglądać film pt. Avatar, to bez wątpienia drzewa o metalowej konstrukcji Wam go dosadnie przypomną. Oczywiście nic nie zostało zaprojektowane z przypadku. Jak się okazało drzewa te stanowią swego rodzaju ekologiczne źródło energii, bowiem zbierają deszczówkę i energię słoneczną. Drzewa te wyjątkowo wyglądają szczególnie nocą, kiedy rozbłyskują kolorowymi światłami oddając całą magię tego miejsca. Koniecznie wybierzcie się tam będąc w Singapurze.

Hej Tadeusz, Bali czeka!

Po powrocie do hotelu szybko się spakowałem i ruszyłem w drogę na lotnisko. Rezerwa czasowa pozwoliła mi skorzystać z jeszcze jednej atrakcji, jaką była kolejka linowa. Z gondoli wznoszącej się na wzgórze Moun Faber można oddać się podziwianiu okolicy i panoramy miasta. Fantastyczne widoki! Później ruszyłem prosto na lotnisko, w końcu Bali już na mnie czekało, ja na nie zresztą też. Wylądowaliśmy przed północą tamtejszego czasu. Po zameldowaniu w hotelu padłem do łóżka. Dzień pierwszy mojego pobytu na Bali poświęciliśmy głównie na leniuchowanie na plaży. W końcu nawet ja czasami lubię poleżeć. A że pogoda rozpieszczała i mając świadomość tego jak nieprzyjemna temperatura szaleje w Polsce, bezczelnie strzeliłem się na piachu robiąc selfie i wrzuciłem na facebooka. Tak to można żyć! Dzień lenistwa upłynął bardzo szybko. Wieczorem wybraliśmy się do Bali Collection stanowiącego dużą galerię handlową,
w której oprócz zakupów można także dobrze zjeść.

Małpi Las

Kolejnego dnia postanowiliśmy wypożyczyć samochód i wybrać się do Małpiego Lasu. Bardzo klimatyczne miejsce, w którym zgodnie z nazwą spotkać można kilka całkiem sympatycznych małpek. Monkey Forest znajduje się w Ubudh. Wiele nasłuchałem się na temat małych złodziejów, które zwinnymi łapkami kradną okulary, aparaty i inne drobne rzeczy odwracając uwagę swoimi niewinnymi mordkami. Ja na szczęście nic nie ‘zgubiłem’, ale się pilnowałem, tak na wszelki wypadek. Małpi Las jednak to nie tylko małpy. To także wspaniała roślinność i architektura.  Świątynia, która się tam znajduje jest zamknięta dla turystów, jednak bardzo często przed nią można ujrzeć kolorowe korowody procesyjne, tańczące i rozśpiewane kobiety i małe dziewczynki, które pewnie w ten sposób oddają hołd tamtejszemu bóstwu.

Tarasy Ryżowe

Później wybraliśmy się na słynne Tarasy Ryżowe. I to nie po to, żeby zjeść miskę ryżu. Choć jak sami zapewne wiecie ryż jest podstawowym posiłkiem Balijczyków. Tarasy znajdują się o około 2 godziny drogi od Ubudh. Pola ryżowe są naprawdę ogromne. I ich widok przypomina niejeden cudowny krajobraz z wakacyjnej pocztówki. Intensywna zieleń, wzgórza układające się w schodki, Pomiędzy ryżem rosną palmy i bananowce. Szumiące dokoła strumyki nadają temu miejscu jeszcze większego klimatu.

Luwaki i inne zwierzaki

Nie dziwię się teraz, że to miejsce właśnie jest nazywane wizytówką Bali. Podobnie zresztą jak najdroższa na świecie kawa. Któż z Was nie słyszał o Kopi Luwak? Będąc w pobliżu postanowiliśmy odwiedzić to słynne miejsce i osobiście poznać Luwaki małe słodkie zwierzątka z odchodów których produkowana jest kawa. Na miejscu skosztować można było wielu rodzajów kaw.

Nusa Penida i Lembongan

Następne dni, to świetne wycieczki krajoznawcze. Rajskie wyspy Nusa Penida i Lembongan zapraszały swoją wspaniałością. Wystarczyło przeglądnąć zdjęcia w internecie i  od razu chciałem tam być. Na wyspę Nusa Penida dostaliśmy się z Padang Bay wielkim publicznym statkiem, który codziennie o godzinie 10 wypływa z portu. Droga trwała około 40 minut. Sama wyspa jest niesamowicie urokliwym zakątkiem, w którym ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. Plaża Crystal Bay zachwyca czystością podobnie jak woda. Kolejnym punktem były Pasih Andus, przepiękne klify, z których można podziwiać niespokojne morze rozbijające się u ich podnóża. Najbardziej znanym miejscem widokowym jest Kelingking Beach View Point. Bajeczne miejsce. U dołu dostrzec można było cudowną plażę, do której jednak nie ma znikąd zejścia. Podejrzewam jednak, że jeśli ktoś jest wystarczająco odważny znalazłby sposób. Podsumowując widoki zapierające dech, oddające klimat tego miejsca w zupełności. Będąc tam warto wybrać się do Manta Point, słynnego w tej części miejsca do nurkowania, w którym można spotkać manty, tzw. Diabły morskie. Ich długość sięga do 5m natomiast rozpiętość płetw prawie 7m. Także to naprawdę spore okazy. Rajska wyspa podpisuję się pod tym obiema rękoma i nogami. Podobne wrażenie zrobiła na mnie Nusa Lembongan. Ta malutka wysepka liczy zaledwie 8 kilometrów kwadratowych i jest bliską sąsiadką Nusa Penida. Na wyspę najlepiej dopłynąć z Sanur na Bali. Znajduje się tam kilka łodzi do wyboru. Po wybraniu jednej z nich w końcu znaleźliśmy się na miejscu. Wysepka choć mała urzeka od pierwszego postawienia na niej stóp. Biały piasek, lazurowe fale, cudowne klify i czy trzeba czegoś więcej? No może dobrego, zimnego piwa. Późnym wieczorem wróciliśmy do hotelu.

Świątynia i ja

Na naszej mapie tripu pojawiła się świątynia Ubud. Początek obranego przez nas szlaku, który prowadzi do świątyni zaczyna się obok Lebah. Kierując się drogą prowadzącą do Ubud w jednej chwili z zatłoczonego miasta przenosimy się w zupełnie inny wymiar.  Szlak do Świątyni jest całkiem łatwy. W końcu dotarliśmy do Pałacu Królewskiego. Pięknie zdobiona brama, kamienne posągi robią ogromne wrażenie. Wnętrze świątyni nie jest duże. Znajduje się tam wiele świeżych kwiatów, drzew i krzewów, które nadają temu miejscu świeży wygląd. Korzystając z okazji udajemy się dalej do oddalonej około 2 km świątyni Goa Gajah. Wejście do niej trochę odstrasza, bowiem wygląda jak usta demona. Sama jaskinia nie jest ciekawa, dlatego nie spędziliśmy w niej za wiele czasu.

Omnia Klub – czas na relax

Po powrocie do centrum udaliśmy się do najsłynniejszego klubu na Bali. Omnia Klub. Architektura Klubu, widok, jedzenie i wszystko co miałem okazję poznać jest niesamowite. Świetnie spędzony czas do późnych godzin wieczornych, bowiem w tym miejscu nie można narzekać na nudę. Oszałamiający widok na półwysep Bukit z basenu zapiera dech. Najbardziej charakterystycznym elementem tego miejsca jest Cube, srebrna konstrukcja, która, która znajduje się poza krawędzią klifu i oferuje panoramiczne widoki na cały Bukit. Miejsce do którego chce się wracać i które za każdym razem można odkrywać na nowo. Pozostałe dni oddałem się plażowaniu, ćwiczeniom na siłowni, a także szaleństwom na skuterze wodnym. Ulice są ogromnie zatłoczone, więc wypożyczyłem rower żeby móc poruszać się po mieście trochę szybciej. Skosztowałem wiele wspaniałych potraw, poznałem wspaniałych ludzi. Rewelacyjny czas, który stał się kolejną cudowną pocztówką z  wyprawy. Ale oczywiście to nie był koniec.

Bądź też na fali, leć Bali!

Wietnam, bo tam wylądowałem dalej też przyniósł moc wrażeń,
o których w kolejnej części.

4 Mar

Traveler do Lizbony

Wykorzystałem kolejną okazję na skorzystanie z mojego członkostwa w:

traveler logo dascoin excelez tadeusz stabrawa

Portugalia jest fascynującym krajem o dumnej historii, którą można poczuć w całym kraju. Od jej stolicy, aż po każdą maleńką, idealną miejscowość.

A Lizbona? Zachwyca.  

Choć Lizbonę kiedyś już odwiedziłem, to jednak w ciągu kilku godzin tam spędzonych nie byłem w stanie wiele zobaczyć. Tym razem miałem kilka dni. I wiecie co? To miasto wciąga. Styczeń w pełni, a tam piękne słońce i temperatura pozwalająca na zrzucenie puchatej zimowej kurtki, bez której akurat w Polsce by się nie obyło. Większość dni, które tam spędziłem było słonecznych, co potęgowało przyjemność z bycia w tak wspaniałym miejscu.

Stolica Portugalii

 Lizbona jest stolicą Portugalii, choć jak się dowiedziałem nie ma na to papierów. W żadnych bowiem oficjalnych dokumentach nie ma na ten temat wzmianki.

Lizbona została umownie przyjęta stolicą po tym jak król Portugalii Alfonso III przeniósł sąd główny z Coimbry. Niezłe prawda?

Patrząc na jej historię, okazuje się, że jest starsza niż Rzym. Tak, też byłem zdziwiony. Jest to druga po Atenach najstarsza stolica w Europie. Nazwa Lizbony ma pochodzić od „Allis Ubo”, co znaczy bezpieczny port. Już sam fakt bogatej historii tego miejsca sprawia, że ma się ochotę na więcej.

Relax w stylu portugalskim

Pierwszego dnia, a w zasadzie popołudnia i wieczoru wybrałem się na spacer. Po drodze minąłem kilka ciekawych miejsc takich jak Monumento aos Restauradores przy którym znajduje się Teatro Eden,  pomnik Króla Joao na placu figueiroa, czy Elevador de Santa Justa.

Uliczka zaprowadziła mnie na sam brzeg rzeki Tag, rzeki, która jest najdłuższą rzeką całego Półwyspu Iberyjskiego. Później chcąc odpocząć udałem się do hotelu Palacio, znajdującego się nieopodal Parku Edwarda VII.

Hotel z mega historią, gdzie m.in. kręcono Bonda, w którym było mnóstwo znanych postaci, nawet nasz Ignacy Paderewski. Kolejnego dnia wraz ze znajomymi zwiedzaliśmy dalej. Jednak tym razem wybraliśmy się nieco w dalsze okolice. A konkretniej na Przylądek Roca będący najdalej wysuniętym punktem po zachodniej części Europy.

Widoki wspaniałe. Brzeg na przylądku jest skalisty i wznosi się 144 m ponad poziom Oceanu Atlantyckiego. Znajduje się tam również latarnia morska z XIX wieku. Później pieszo, malowniczymi uliczkami, dotarliśmy do pałacu w Sintri. Palacio Nacional da Pena, bo tak się ów Pałac nazywa zachwyca swoim bajkowym wyglądem. Jest jednym z najwspanialszych pałaców Europy, z kolorową fasadą i równie interesującym wnętrzem. Został odrestaurowany do stanu z 1910 roku.

Późnym  popołudniem wróciliśmy do Hotelu, aby chwilę odpocząć. Wieczorem zaś odwiedziliśmy jedno z największych Kasyn w Europie po sąsiedzku naszego hotelu – Casino Estoril. To naprawdę wielkie, nowoczesne kasyno wypełnione stołami do gier, automatami. Znajdują się tam również restauracje, w których można posłuchać muzyki na żywo.

Swój ostatni dzień w Lizbonie poświęciliśmy na dalsze zwiedzanie.

Mówi Wam coś Most 25 kwietnia? A San Francisco i Golden Gate? No więc właśnie to prawie ten sam most. Przede wszystkim ze względu na wygląd i kolorystykę. Mogę potwierdzić wygląda bardzo, bardzo podobnie. W końcu ten oryginalny mogłem podziwiać podczas podróży po USA.

Wznoszę się ponad szczyty

Po dostaniu się na drugi brzeg dotarliśmy pod pomnik Cristo Rei, który jest bardzo charakterystyczny i widać go już z drogi na moście. Oczywiście udało się zrobić kilka zdjęć także z samego szczytu. W drodze powrotnej, będąc jeszcze po drugiej strony mostu, napotkaliśmy rewelacyjne miejsce handlu różnymi drobiazgami, pamiątkami, lokalnymi wyrobami, itp. Panował tam niesamowicie przyjazny klimat.

Czas mojej podróży powoli zbliżał się ku końcowi podobnie jak słońce tonące w kolorach rzeki Tag. Wieczorem wziąłem jeszcze udział w uroczystej gali związanej z  uruchomieniem

Casino Nasdacoin.  …Rejestracja

Noc więc była krótka, ale zdążyłem odpocząć w samolocie. Z samego rana bowiem wróciłem do Polski.

Wkrótce ruszam dalej. Na świecie jeszcze tyle miejsc do zobaczenia.

A po drodze narty na Słowacji i event Excelza.

Och, tyle rzeczy jeszcze do zrobienia! Zapraszam do kolejnej podróży.


stabrawa irlandia dascoin excelez traveler 7 3 Lut

Trzy kolory, zieleń, biel i pomarańcz – Irlandia

Trzy kolory, zieleń, biel i pomarańcz,

kraj o powierzchni 3,7 razy mniejszej od Polski, słynący z soczystej zieleni trawy, znakomitego piwa Giunness i przepięknych klifów?

Zgadza się, Irlandia, czyli znowu łączę przyjemne z pożytecznym!

Jak to możliwe, że mogę tyle podróżować?

Sprawdź tutaj :

traveler logo dascoin excelez tadeusz stabrawa

W końcu dawno nigdzie nie byłem, więc komu w drogę temu samolot! Krakowskie Balice przywitały mnie w sobotę z samego rana całkiem niezłą pogodą, więc lot odbył się planowo.

No to fru! I jestem. Dublin wita!  

Szybciutko zameldowałem się w hotelu. Nie chwaląc się, hotel z niesamowitą historią, bowiem mieszkał w nim sam John Jameson. Znacie gościa, szczególnie z butelek wybornego irlandzkiego whiskey – tak to właśnie ten! Sam hotel świetny, a jego otoczenie równie znakomite. Morze i roztaczające się w jego kierunku pola golfowe sprawiają wspaniałe wrażenie.

A właściwie skąd się tam wziąłem?

Event!

Wydarzenie!

Czas poświęcony na zdobycie nowej wiedzy i poznanie rewelacyjnych ludzi. To właśnie z nimi spędziłem późne wieczorne godziny, delektując się smakiem irlandzkiego piwa i szlifując swój język angielski.

Chociaż z rodowitym Irlandczykiem rozmowa wcale nie wydaje się być łatwa, nie mniej jednak potrafiłem się dogadać.

Długa noc zakończyła się krótkim snem, bowiem kolejny dzień chciałem poświęcić na zwiedzanie. Dublin jest ciekawą kolebką historii i kultury. Chociażby dlatego, że jak się okazuje, został on założony przez Wikingów w IX w.

Kto by pomyślał, że nawet tam dopłynęli. Wracając do rzeczywistości., znaczy prawie rzeczywistości, bowiem pierwszym punktem na mojej liście atrakcji była destylarnia whiskey Jameson.

Guinness

Na miejscu okazało się, że to tylko część historycznej destylarni założonej w 1780 roku. Destylarnia główna znajduje się w innej części Irlandii. Idąc za alkoholowym ciosem zwiedziliśmy potężny browar Guinnessa. Założycielem browaru jest Arthur Guinness i trzeba uczciwie przyznać, że stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych irlandzkich marek.

Na dodatek marka ta, od ponad 250 lat zdobywa serca piwoszy. Codziennie na świecie wypija się miliony piw, a śmiało można założyć, że w Europie oraz Ameryce Północnej nie znajdziemy żadnego fana piwa, który o Guinnessie nie słyszał.

Muzeum to jest naprawdę fantastyczne nie tylko na dlatego, że można tam pozyskać wiedzę na temat samego powstawania tego trunku, ale także dlatego, że wszystkie elementy jego wyposażenia robią mega wrażenie. A wspinając się po poszczególnych piętrach poznajemy coraz to nowsze zakamarki tego miejsca.

Natomiast docierając na samą górę stajemy na jednym z najlepszych punktów widokowych w Dublinie.

Pub znajdujący się na szczycie, serwuje świeży browar i pozwala się zachwycać jego smakiem przy jednoczesnym podziwianiu miasta. Co by jednak nie bujać za długo w obłokach, zeszliśmy na ziemię.

Zwiedzanie tego dnia zakończyłem w pubie, wsłuchany w lokalną irlandzką muzykę i pochłonięty bezstresowym klimatem Irlandii. Na wieczór pojechaliśmy do Belfastu, gdzie spędziłem noc na odpoczynku i dzień na podziwianiu jego zakątków.

Interesującym punktem wycieczki było Muzeum Titanica. To właśnie tutaj, w Belfaście, Titanic został zaprojektowany, wybudowany i wodowany . Z tego miejsca wypłynął w swój pierwszy i ostatni rejs. Intersująca historia, którą zna niemal każdy. Potem spacerkiem przez miasto, dotarłem do dzielnicy ,gdzie kilkadziesiąt lat wstecz, organizacja terrorystyczna IRA dokonała kilkudziesięciu zamachów. Podczas ataków zginęło wielu niewinnych ludzi.

Znajdują się tam miejsca upamiętniające te zamachy (ściana płaczu), jak również są też miejsca pamięci z czasów wojny.  Mnóstwo murali, które przedstawiają szereg historii z tamtego okresu. Choć tak naprawdę Belfast nadal jest miastem niesamowitych podziałów.

Oderwałem się jednak od przygnębiającej historii doszukując się ciekawszych miejsc i udając na spotkanie ze znajomym. Później wróciłem do Dublina. Wieczór spędziłem odwiedzając sporo ciekawych pubów, w których oprócz szerokiego wyboru alkoholi, można było posłuchać muzyki na żywo. Szybko wciągnąłem się w tamtejszy klimat, naprawdę człowiek może się tam poczuć wyluzowany i wypoczęty. Pomimo, że był to poniedziałek było czuć, że miasto żyje. Przeciwnie do Belfastu, w którym jakiekolwiek imprezy można napotkać tylko w piątki i soboty.

Przedostatni dzień mojego pobytu poświęciłem na dalsze zwiedzanie. Spacerkiem przez centrum doszedłem do słynnego Temple Bar, tam też zatrzymałem się na kufelek zimnego piwa, które w tak klimatycznym miejscu smakowało podwójnie. Zmęczony całodniową wędrówką wróciłem do hotelu.

W ostatni dzień korzystając z późnego lotu powrotnego do Krakowa wybrałem się jeszcze do katedry św. Patryka, która jest największym kościołem w całej Irlandii. Niesamowita budowla, która powstała około 1220 roku. Także do najmłodszych nie należy, ale za to bardzo zachwyca.

Katedra związana jest z osobą św. Patryka, który jest patronem Irlandii. Był on misjonarzem szerzącym wiarę na tych ziemiach. Pewnego dnia zapytany o istotę Trójcy Świętej posłużył się zerwanym liściem koniczyny, której trzy płatki złączone są razem na jednej łodydze.

Symbol koniczyny, tak samo jak kolor zielony, na stałe wpisał się w symbolikę państwa.

Dzień św. Patryka jest hucznie świętowany zarówno 17 marca, zarówno na terenie Irlandii jak i innych miejsc zamieszkiwanych przez emigrantów. A że do 17 marca niedaleko, to kto wie ! Póki co musiałem wrócić do Polski, ale… nawet nie zdążyłem się rozpakować, czekał na mnie kolejny zakątek na Ziemi.

Lizbona! Ale o tym wkrótce.

Halo, halo lecę znowu do Dubaju! DasCoin Event

 DasCoin Event listopad 2018

DasCoin Event listopad 2018. Listopad to kartka w kalendarzu już naznaczona wyprawą do Dubaju. Wszystko rozpoczęło się w 2016 roku, kiedy to poznałem projekt DasCoin.

O nim możesz więcej poczytać tutaj.

tadeusz stabrawa 1 dubaj dascoin 1 event

Wracając do samej podróży, to nie byłbym sobą, gdybym nie miał w pakiecie czegoś niespodziewanego i równie ciekawego, co samo Burdż Khalifa. 

„Nie masz w głowie to masz w nogach”

Otóż, szaleństwo wyjazdowe zaczęło się od extra podróży na odcinku Tarnów -Warszawa. Zrobiłem nadliczbowe 600 km, gdyż po raz pierwszy w życiu zapomniałem paszportu.  

Zamiast wypoczynku przed podróżą sam zafundowałem sobie całą noc w samochodzie. (zobacz) Szczęście w nieszczęściu takie, że wyjechałem na lotnisko dzień wcześniej, więc miałem wystarczająco czasu żeby wrócić po paszport. No cóż.. Umarłemu się nie przytrafi, a skleroza przecież nie boli.

Nie zepsuło to mojego humoru, gorzej by było gdybym się o braku paszportu dowiedział przy nadaniu bagażu. Zatem szukajcie pozytywów w każdej sytuacji.

Lot

Zmęczony nocnymi przygodami, ale szczęśliwy znalazłem się na pokładzie linii Emirates. Około 21.00 byłem już w Dubaju. Na lotnisku czekał na mnie przyjaciel, który zapewnił transport. Tym razem przespałem noc i nazajutrz nadszedł piękny słoneczny i gorący dzień. Puchową kurtkę z Polski upchnąłem na dnie walizki.  

tadeusz stabrawa dubaj dascoin 1 event tadeusz stabrawa dubaj dascoin event halodubaiPierwszy dzień upłynął głównie na dyskusjach o biznesie i nie tylko. Oczywiście nie samą pracą człowiek żyje, więc potem udaliśmy się na chwilę relaxu w basenie. Ale nie byle jakim basanie. Ten był zlokalizowany na 20 piętrze hotelu, dzięki czemu świetnie było widać panoramę miasta. 

Zmiana zawsze na lepsze  

Następnego dnia przemieściłem się do właściwego hotelu, hotelu Atana, który zlokalizowany jest niedaleko Dubai Mariny. Przy okazji ciekawostka, Dubai Marina jest dzielnicą mieszkalną i to właśnie tutaj też znajduje się Princess Tower, czyli najwyższy budynek mieszkalny świata. Ma bagatela 107 pięter i 414 m wysokości. Robi wrażenie.

W hotelu Atana spędziłem trzy dni. Bliskość słynnej plaży Venis pozwoliła mi wygrzać zziębnięte, polskie kości. Oczywiście nie należę do osób, które potrafią trwać w bezczynności jakiś długi okres czasu, skorzystałem z siłowni i hotelowego basenu , na ruch nie mogło zabraknąć czasu. (zobacz dlaczego)

Ponadto spotykałem się ze znajomymi. Spotkania miały charakter zarówno towarzyski jak i biznesowy. Po trzech dniach spędzonych w Atana, wraz z drugim kolegą przemieściliśmy się do Grand Hyatt Hotel.

Dascoi Dubai Event

To właśnie tu, jeszcze tego samego dnia, odbyła się konferencja w temacie Blockchain i kryptowalut. Trwała ona do godzin wieczornych, więc po zakończeniu udałem się do pokoju.

Kolejny poranek rozpocząłem dość aktywnie. Basen i hop. Musiałem swoje przepłynąć, a przy okazji otworzyć umysł na wiedzę. Bowiem około 13 rozpoczęła się oficjalna część związana z naszym biznesem.

Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na to co się wydarzy . I się wydarzyło . Bardzo dużo nowych informacji i  nowe produkty w ofercie, a których opowiem już wkrótce.

tadeusz stabrawa 1 dubaj dascoin event halodubaiPo intensywnie spędzonym dniu, kolejny zdecydowaliśmy poświęcić na chill out. Wspólnie ze znajomymi wybraliśmy się na wodne szaleństwa w okolicach Burj Al Arabb i Mariny.

Skutery wodne to naprawdę fantastyczna sprawa. A przy okazji te wspaniałe widoki dookoła. Co prawda, widoki musiałem podziwiać bez okularów, które jeszcze chwilę wcześniej miałem na nosie, ale po skoku do wody przepadły w głębinach oceanu.

Zatem nauczony doświadczeniem, jedyne co mogę doradzić, to nie polecam zakładać drogich okularów na skutery wodne. Chyba, że chcecie się ich szybko pozbyć.

Po zabawie na skuterach wróciliśmy na ląd. Zgłodnieliśmy wszyscy, więc hinduska restauracja była punktem obowiązkowym. Później obraliśmy kierunek na hotel.  

Ryzyko

Każdy kto działa w biznesie, również takim jak Dascoin, wie , ze ryzyko to nieodłączna strona biznesu, ale i życia. Przywiązujemy wagę do ryzyka w biznesie, rzadziej do tego związanego z naszym życiem. Ale ryzyko to adrenalina, która nas napędza dlatego w sobota była dniem grupowych aktywności, bowiem wspólnie wybraliśmy się na Safari.

1 tadeusz stabrawa dubaj dascoin event halodubai

Poznałem kilka wielbłądów i przetestowałem cztery kołka quadów i samochodów terenowych.

Jazda po piachu jest nie lada wyzwaniem. Co nie zmienia faktu, że odczuć przyjemność z prowadzenia takiej terenowej maszyny jest fantastycznie. Podczas Safari wydarzyła się mała kolizja.

Nikomu nic się nie stało. Co niektórzy musieli dosiąść się do pozostałych, przez co jechaliśmy wyładowani na maksa. Wrażeń było co niemiara, więc spokojnie wróciliśmy do hotelu.

W niedzielę po raz kolejny miałem okazję znaleźć się na Grand Prix Formuły 1 w Abu Dhabi. Rewelacyjnie spędzony dzień, wypełniony emocjami, warkotem silnika i wspaniałymi ludźmi dokoła.

Nasza miejscówka do obserwowania całego widowiska znajdowała się na dużej łodzi, która zakotwiczona była przy torze. Oczywiście miejsce pierwsza klasa.

Nazajutrz, tj. przedostatniego dnia mojego pobytu, postanowiłem wybrać się na miasto. Zrobić przede wszystkim małe zakupy. Zaopatrzyć się w pamiątki i kilka drobnostek.

To zima w lecie , czy …odwrotnie?

Następnie udałem się na stok narciarski. Tak dobrze przeczytaliście, stok narciarski. Wielkie wow robi możliwość pojeżdżenia na nartach i to w samym sercu pustyni. A wszystko dzięki Ski Dubai – krytemu ośrodkowi narciarskiemu w Dubaju, który znajduje się w jednym z największych centrów handlowych na świecie – Mul al-Imarat.

Nie dość, że pojeździcie tam na nartach czy snowboardzie, to jeszcze spotkacie pingwiny. Na stok musicie zaopatrzyć się w ciepłe ubrania, bowiem panująca tam temperatura jest sporo poniżej 0, co przy plus 30 stopniach na zewnątrz jest niesamowite.

Podsumowując, był to już mój trzeci pobyt w Dubaiu w związku z Dascoin i stwierdzam, że za każdym razem odkrywam go na nowo i Dubaj i Dascoin. Tutaj nie sposób się nudzić. Mnóstwo atrakcji, dla ducha i ciała, a przy tym ogromy potencjał biznesowy czynią to miasto wyjątkowym.

Myślę, że mógłbym tu mieszkać. Ale może kiedyś.

Nadszedł dzień wylotu, więc kurtka znowu była potrzebna, w Polsce czekała na mnie zima.

Nie mniej jednak nie byłem z tego powodu rozdrażniony, w końcu kolejne podróże dopiero przede mną.

Polecam każdemu, bierz życie w swoje ręce i żyj!  I nie pozwól, żeby ktoś Ci to życie układał.

Ameryka i mój kumpel Jack Daniels

Ameryka i mój kumpel Jack Daniels

jack daniels stabrawa tadeusz amerykaW kalendarzu była sobota 25 sierpnia. Dotarliśmy do Lynchburg. Małego malowniczego miasteczka położonego w stanie Tennessee. Mimo kilku tysięcy mieszkańców, cieszy się niezwykłą popularnością. W czym tkwi sekret? Postanowiłem sprawdzić. I jak się okazało właśnie tam znajduje się najstarsza destylarnia whiskey w Stanach Zjednoczonych. Można rzec, raj dla koneserów.

Jack Daniel’s jest to najlepiej sprzedająca amerykańska whisky. Jest tu ktoś kto jej nie zna?  Nie sądzę. To ogromna marka. Ciekawym jest fakt, że założyciel destylarni, od którego wzięła się słynna nazwa whisky, tak naprawdę nazywał się Jasper Newton Daniel. Jednakże z racji braku zamiłowania do swojego imienia prosił, aby nazywać go Jack. Jako ciekawostkę dodam, że na terenie hrabstwa, w którym destylarnia się znajduje, czyli hrabstwa Moore, handel alkoholem jest zakazany. Handel, nie spożycie. Dlatego więc pokusiłem się skosztować złotego trunku prosto ze źródła. Muszę przyznać, że napój wart grzechu.

Każdy pot­ra­fi la­tać, tyl­ko nie każdy spot­kał jeszcze osobę która po­może mu wystartować. Kliknij tutaj i leć ze mną……..

stabrawa tadeusz ameryka lotyPóźniej ruszyliśmy w dalszą trasę. Udało się nam przy okazji zobaczyć muzeum lotnictwa. Wspaniałe samoloty, statki kosmiczne i wiele ciekawostek w jednym miejscu. W końcu kurs obrany na Nashville został osiągnięty. Po zameldowaniu i krótkim odpoczynku w hotelu wyruszyliśmy w miasto.

Wiedzieliście, że Nashville nazywane jest Music City? Nazwa pewnie wzięła się stąd, że muzyka grana na żywo w całym mieście trwa 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu przez cały rok. Miasto tętni życiem i co lepsze nigdy nie wiesz, kogo tutaj spotkasz. A możliwości jest trochę: zespoły grające honky-tonk w Tootsie’s Orchid Lounge, kompozytorów w kawiarni Bluebird Cafe czy legendy muzyki country koncertujące w Grand Ole Opry.

Miałem okazję odwiedzić je wszystkie. Naprawdę warto zobaczyć jak Amerykanie organizują swój wolny czas, jak się bawią i jak ich kultura przeplata się ze światem rozrywki. Szczególną uwagę zwróciły pojazdy jeżdżące po ulicach, na których trwa jedna wielka impreza.

tadeusz stabrawa dascoin ameryka stabrawatadeusz.pl

Dziewczyny zachęcają do wspólnej zabawy. Niesamowita atmosfera sceny muzycznej w Nashville przenosi się także do licznych galerii sztuki, na wybiegi, w okolice historycznych miejsc i do restauracji. W Nashville spędziłem tylko jeden dzień. Myślę, że przydałby się jeszcze kilka, aby poznać wszystkie atrakcje tego miasta.

Świt nadszedł i dopiero wtedy postanowiliśmy wrócić do hotelu. Po spakowaniu swoich rzeczy udaliśmy się na lotnisko. Ja ruszałem w dalszą podróż. Moi znajomi, którzy towarzyszyli mi od Toronto pożegnali się ze mną i wrócili do domu. 26 sierpnia, wsiadłem w samolot i oto spełnił się mój sen o:

Miami! 

ameryka stabrawa tadeusz airboatsKolejnym punktem na mojej mapie podboju Ameryki pojawiło się właśnie ono. Z czym się Wam kojarzy Miami? Mnie od zawsze z kokosami. Przepychem i prestiżem. No i obowiązkowo z serialem, policjanci z Miami. Dlatego tym bardziej Jestem zadowolony, że mogłem się tam znaleźć. Już samo położenie nad Oceanem Atlantyckim robi mega wrażenie.

Miami, Floryda?

Zawsze kojarzyły się razem. Byłem potwierdzam, jest rewelacyjnie i polecam każdemu. Zanim jednak postawiłem swoją stopę na cieplutkim piasku w Miami Beach, 40 mil przed Miami odwiedziłem Coperstown Airbots. Cóż to takiego? Po prostu frajda z rejsu po mokradłach odbywająca na airbots, które w sumie ciężko przetłumaczyć dokładnie na polski, ale kojarzycie łódź napędzaną silnikiem z ogromnym śmigłem z tyłu, które niemalże frunie po tafli wody?

airboatss ameryka tadeusz stabrawaWłaśnie, więc to dokładnie to! Świetne doświadczenie szczególnie, że przewodnik, którym nam towarzyszył opowiadał bardzo ciekawe rzeczy na temat aligatorów i krokodyli, które, uwaga, udało mi się zobaczyć. Adrenalina sięgała zenitu szczególnie podczas krótkich postojów łodzi, gdy przewodnik o imieniu Rick, nawoływał aligatory i krokodyle. Jak się okazało całkiem ochoczo i dość szybko pojawiały się w okolicach łodzi Niektóre z nich były sporymi okazami. Sprytnie maskowały się wśród wysokich traw i wszelkiego rodzaju pnączy i winorośli, które wyrastały z każdej strony dając poczucie wszechobecnej dzikiej natury.  Sam rejs bardzo udany, trwał około 30 minut. Oczywiście można było poczuć wiatr we włosach, gdyż osiągane prędkości niejednokrotnie mnie zaskakiwały.

Po powrocie do punktu startowego była okazja zobaczyć kilka okazów aligatorów i krokodyli. Z jednym nawet próbowałem się zaprzyjaźnić gładząc go po grzbiecie. Chyba mu się podobało, bo zgodził się zrobić ze mną parę niezłych fotek, jakby się mu bliżej przyjrzeć, na jednym strzelił amerykański uśmiech.  Ponadto poznałem pana węża, który również się zgodził zapozować, dzięki czemu szczęśliwie zostałem obdarowany zdjęciami z zadowolonymi płazami.

Wrażenia na całe życie. Potem ruszyłem w dalszą podróż. Celem był najdalej położony na południe ośrodek Key West. Ale co by tradycji stało się za dość, po drodze musiałem zatrzymać się na drobne zakupy, co by nie przegapić fajnych pamiątek, które zabrałem ze sobą do Polski.

Stary człowiek i morze, nie no ja nie jestem stary…

tadeusz stabrawa ameryka miami amerykaMiasteczko to nazywa się Qutlet . Kojarzycie  Ernest Hemingway? Myślę, że na pewno, więc tak, to jego rodzinne miasto. Idealne na spacer.  Udało mi się uchwycić przepiękny zachód słońca, które powoli zatonęło w oceanie. Bardzo klimatyczne miasteczko. Po kilku godzinach wróciłem do Miami. Nieco żałowałem, że jednak nie zdecydowałem się poświęcić jednego dnia więcej na zwiedzanie wszystkich zakątków. Jednak już wiem,że w niedalekiej przyszłości tam nie wrócę?

Wiecie, życie lubi zaskakiwać, szczególnie ja lubię zaskakiwać sam siebie.

Tak zakończyłem kolejny dzień swojej wyprawy, a już wkrótce ……

Ciekawy? Chcesz również mieć możliwość podróżowania? Dołącz do mojego zespołu i pracuj z Nami! 

tel. 500 230 100   Tadeusz STabrawa

Nowy Jork, Waszyngton, Filadelfia

Nowy Jork , a może New York

Nowy Jork. Czekała mnie wycieczka do Williamsburg. Brooklińska dzielnica przywitała nas piękną pogodą.

nowy jork Stabrawa Tadeusz dascoinUdajemy się do Domino Park. Stosunkowo to bardzo młody park, którego uroczyste otwarcie nastąpiło 10 czerwca tego roku. Niestety na lampkę szampana z tej okazji nie udało mi się załapać. Powstał on nad brzegiem cieśniny East River, oddzielającej Brooklyn od serca Nowego Jorku. Stanowi piękną oazę zieleni, z której można podziwiać całą panoramę Manhatanu, nowojorskie drapacze chmur z tej perspektywy wyglądają szczególnie zadziornie.    dominopark stabrawa tadeusz dascoin

Warto odwiedzić to miejsce. Jako ciekawostkę dodam, że powstał on na terenie dawnej rafinerii cukru.

Żałuję, że nie miałem okazji i przede wszystkim czasu, żeby pojawić się tam nocą, wtedy widok jest ponoć jeszcze bardziej imponujący. Około południa tego dnia, a był to dzień  23 sierpnia, dojechaliśmy do Filadelfii.

Z czym się Wam kojarzy Filadelfia?

nowy jork stabrawa tadeusz dascoin

Poza świetnym śmietankowym serkiem? Mnie właśnie z Rockym Balboa. Dlatego też nierozerwalnym punktem wycieczki musiały być słynne schody Rockyego i jego pomnik. stabrawa tadeusz nowy jork dascoin

PO wdrapaniu na schody można odnaleźć odciśnięte stopy pięściarza.  Pamiętacie kto zagrał Rockiego?

Dla każdego za poprawną odpowiedź w komentarzu gratis! 

Zatem Włochy mają schody Hiszpańskie, a USA schody Rockyego J. Po zajściu znalazłem się tuż przy pomniku Waszyngtona i Muzeum Sztuki. Chciałem jeszcze pokusić się zwiedzaniem domu Balboa, ale teren dzielnicy był na mapie oznaczony kolorem czerwonym, co oznaczało, że zachowując wszystkie zasady bezpieczeństwa należało się od tej części dzielnicy trzymać z daleka.

Waszyngton

waszyngton stabrawa tadeusz dascoin Czas gonił, więc po powrocie do samochodu ruszyliśmy dalej w kierunku Waszyngtonu. Tam mieliśmy zaplanowane dwa noclegi. W hotelu poznaliśmy świetne osoby, skąd? A no z Polski! Swój swojego znajdzie. Następny dzień poświęciliśmy na całościowe zwiedzanie Waszyngtonu. A zwiedzać było co. Szkoda, że nie miałem licznika kilometrów, ale mam wrażenie, że zrobiłem ich całkiem sporo. Nazwa stolicy wzięła się nie od kogo innego jak od pierwszego Prezydenta Stanów Zjednoczonych Jerzego Waszyngtona. W 1970 roku amerykański Kongres ogłosił ustawę, na mocy której założono miasto, będące jednocześnie centrum Dystryktu Kolumbia. Waszyngton jest niezwykle zielonym miastem. Znajduje się na czele rankingów najlepszych amerykańskich miast do życia. Na terenie miasta podtrzymuje się zakaz stawiania wielkich drapaczy chmur. Najwyższy budynek ma 13 pięter.

Miasto pozostaje narodową stolicą sztuki, siedzibą Orkiestry Narodowej, opery, baletu oraz ośrodkiem muzyki i kultury niezależnej. Większość atrakcji Waszyngtonu usytuowana jest na błoniach – The National Mall.

Biały dom

nowy jork stabrawa tadeusz dascoinBiały dom, wygląda jeszcze bardziej imponująco niż na wszystkich filmach. Dlatego jest to obowiązkowy punkt wycieczki. Będąc w mieście nie sposób nie zobaczyć Capitol Hill czy też Pentagonu. Wiedzieliście, że korytarze Pentagonu liczą w sumie 28 kilometrów? Współczuję kiedy sekretarka musi biec z kawą na koniec korytarza, albo gdy zapomniała zabrać dokumenty. Oczywiście trochę sobie żartuje, gdyż wbrew sporej ilości okazuje się, że przebycie z jednej strony na drugą zajmuje tylko 7 minut.

Pozostałe obiekty, które miałem okazje zobaczyć, to oczywiście pomnik Waszyngtona, Instytut Smithsona, który jest największym na świecie, na dodatek bezpłatnym kompleksem, który obejmuje ośrodki edukacyjne, badawcze, a także liczne muzea, dworzec Union State, oraz Narodową Galerię Sztuki, która trochę lat już ma bowiem powstała w 1937 roku i jest własnością rządu. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie Mauzoleum Lincolna. Architektura mauzoleum przypomina klasyczną grecką świątynię, przez co można przez chwilę poczuć się jak np. w Atenach.  Dzień minął bardzo szybko, więc musieliśmy się szykować do dalszej drogi. Nocą wyjechaliśmy do Nashville.

Jak zarobić?  O projektach w jakie realizuje możesz poczytać na stabrawatadeusz.pl, a jeśli nie wiesz nadal jak zacząć, to nic łatwiejszego . Wystarczy, że zadzwonisz lub zostawisz wiadomość.

Tadeusz STabrawa tel. 500 230 100

Jak zdobywałem Amerykę

Podróż nadal trwa.  Nawet już zdążyłem się przyzwyczaić do zmiany stref czasowych. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od podróży nad Niagara Falls.  Po drodze minęliśmy kilka miast, które dzień wcześniej widzieliśmy ze statku, w okolicy Toronto.

Carta Worldwide

Trafiliśmy do miasta Oakville, w którym znajduje się siedziba firmy Carta Worldwide.  Oczywiście firmę odwiedziłem i przekonałem na własnej skórze, że istnieje wbrew hejterskim komentatorom, którzy najprawdopodobniej nosa spoza klawiatury nie podnoszą. 

Potwierdzam zatem, tam się właśnie znajdują.  Zrobiłem kilka zdjęć. Osiągnięcia firmy można dostrzec spoglądając na wszystkie statuetki zdobiące korytarz. Po krótkim obchodzie, ruszyliśmy w dalszą drogę.  

Hokej sport narodowy Kanadyjczyków

wiono stabrawa tadeuszŻeby trasa nie była monotonna zatrzymaliśmy się na testowanie wina.

Ciekawostka: Do procesu uszlachetniania i propagowania win kanadyjskich włączył się rząd federalny, a w Ontario także rząd prowincji. Miliony dolarów podatników idą przede wszystkim na reklamy – dość dziwna metoda poprawy jakości win! Stowarzyszenie winiarzy próbuje w niektórych winnicach wymieniać stare szczepy winne na nowe i wprowadzać nowoczesne metody produkcji.

Ale szczepy te to ciągle hybrydy, które w warunkach klimatycznych Kanady dają gorsze wina niż w krajach cieplejszych. Szczepy szlachetne nie wytrzymują mrozów kanadyjskich, dlatego niektóre szczepy poddaje się przeróbce genetycznej; taki na przykład kanadyjski cabernet sauvignon jest tak zmieniony, że niewiele pozostało w nim z oryginalnego produktu. Najprostszą i częstą metodą uszlachetniania win kanadyjskich jest ich produkcja z soków czy lekko sfermentowanych produktów zwanych bulk wines, sprowadzanych najczęściej z Kalifornii. I tam też pojadę..

Hokej i wino, o pardon…. whisky

gretzky tadeusz stabrawa niagaraJednakże jako, że wolę whisky, odwiedziliśmy też Waine Greatzky.

Wiecie, że założył ją sam Waine Greatzky  kanadyjski hokeista.  Jest on powszechnie uważany za najlepszego hokeistę swojej ery, ponadto został nieraz nazwany „najlepszym graczem hokeja w historii” .

Obok wielu nagród i wyróżnień jakie otrzymał został też uhonorowany (jako jedyny gracz w historii) zastrzeżeniem jego numeru (99) przez całą ligę NHL. Do czasu tej decyzji numery zastrzegały dla swoich wybitnych zawodników tylko pojedyncze kluby. Na skutek decyzji ligi żaden zawodnik NHL nie zagra już z numerem 99.

Co do technologii produkcji whiskey, Gretzky  Whisky dojrzewała w beczkach po winie z lodem, miesza się z whisky, która była dojrzewała przez co najmniej 3 lata w pierwszym napełnieniu (to jest po użyciu) beczkach po burbonie, a następnie skończyła przygodę w 225 litrowych beczkach z winem lodowym „Gretzky” leżakując przez około 4 miesiące. Aby zrównoważyć słodką i lekką owocowość z lodowego wina, ilość whisky z żyta wchodzi w tę mieszankę  z kukurydzą. Patent jest.

Okazuje się więc, że hokeista może prowadzić super biznes. Whiskey w smaku całkiem niezłe. 

Końska  podkowa i Marlin Monroe

podkowa stabrawa tadeuszNiagara Falls jest naturalną granicą pomiędzy Kanadą i USA oraz bezpośrednio sąsiadującymi ze sobą miastami Niagara Falls w Kanadzie i Niagara Falls w Stanach Zjednoczonych. Tam też zakupiliśmy bilety na statek. Sceneria była tłem to wielu produkcji filmowych z racji swojej wyjątkowości, mnie kojarzy się z Merlin Monroe z filmu „Niagara”.  Niagara Falls – jego właściwa nazwa to Horseshoe Falls, co oznacza Wodospad Podkowa – położony po stronie kanadyjskiej ma 51 m wysokości i 790 m szerokości. Udało się podpłynąć bardzo blisko wodospadu, co spowodowało, że wszyscy wyglądaliśmy jak zmokłe kurczaki, pomimo szczelnego otulenia płaszczami przeciwdeszczowymi.

wodospad stabrawa tadeusz niagara

Świetna przygoda znaleźć się tuż pod tak olbrzymim wodospadem. Po powrocie na brzeg, przeszliśmy jeszcze wzdłuż wodospadu. Z góry ukazały się nam fantastyczne widoki. A w porównaniu do tych spod samego wodospadu te robiły świetne wrażenie.

Wróciliśmy do samochodu, aby przejechać na drugą stronę, czyli przekroczyć granicę Kanada-USA.

Na przekroczenie granicy pozwala most pod którym wcześniej przepływaliśmy znajdując się na statku płynącym wzdłuż wodospadu. Po przejechaniu mostu, czyli około 10-15 minutach byliśmy w USA. Zatrzymaliśmy się, żeby wrzucić coś na ząb i około  22 przeszliśmy jeszcze raz wzdłuż wodospadu, ale tym razem od strony USA. Widoki nieziemskie, szczególnie patrząc na oświetlony wodospad można pomyśleć, że to magia. O północy wyruszyliśmy dalej, tym razem w podróż do Nowego Jorku…

Go to New York

new york stabrawa tadeuszNa zegarkach było po 5, kiedy dojechaliśmy do Nowego Yorku. Mimo wczesnej pory najpierw odwiedziliśmy znajomą, która jest artystką i robi ciekawe rzeźby, maluje piękne obrazy. Po krótkiej pogawędce i herbacie udaliśmy się do hotelu w Chinatown, w którym mieliśmy złożoną rezerwację. Na odpoczynek nie było zbyt wiele czasu, więc po szybkim odświeżeniu, wybraliśmy się na przechadzkę po Brooklynie.most nowy jork tadeusz stabrawa niagara

Stamtąd piękne widoki na Manhattan Bridge wiszący nad East River oraz na Brooklyn Bridge, który jest jednym z najstarszych mostów wiszących na świecie.  Jego długość to blisko 2km, szerokość 26metrów. Z mostu Brooklyn świetnie prezentuje się cały Manhattan.

Jako ciekawostkę dodam, że kładka przeznaczona dla turystów jest bardzo wąska, na dodatek łączy się ona ze ścieżką rowerową, dlatego idąc tamtędy trzeba zachować szczególną ostrożność,  by nie zderzyć się z innym pieszym a już nie daj Boże rowerem.

Centrum finansowe

stabrawa tadeusz posag nowy jorkW efekcie końcowym doszliśmy do słynnej Wall Street. Tę ulicę znamy wszyscy. Podobnie jak rzeźbę byka, która jest jednym z najważniejszych symboli Nowego Jorku. Tuż przy nim znajduje się Nieustraszona Dziewczynka Posąg z racji, że został ustawiony w przededniu Dnia Kobiet i wkrótce po strajku kobiet, został uznany za symbol walki kobiet o ich postulaty. Dwie rzeźby, które budzą naprawdę sporo emocji. Spacerowaliśmy do końca dnia wzdłuż brzegu Manhattanu.

Wolny

Wieczorem świetnie prezentowała się podświetlana Statua Wolności. Zmęczenie po aktywnym dniu dało się trochę we znaki, więc wróciliśmy do hotelu.

Kolejny dzień tym razem w powietrzu! 3,2,1 start! I latam nad Nowym Jorkiem. Wystartowaliśmy po godzinie 11 z lądowiska niedaleko Walk Street. Całe miasto w zasięgu ręki.  Brooklyn Bridge, Statua Wolności, wieżowce Manhattanu, Ellis Island, Freedom Tower, Empire State Building, Chrysler,  tadeusz stabrawa nowy york niagaraWoolworth, Met Life Buildings, USS Intrepid, Central Park, aż po Washington Bridge I  Madison Square, to niezapomniane widoki. Sam lot trwał około 30 minut, ale wrażenia pozostaną ze mną zdecydowanie dłużej.

Po wylądowaniu udaliśmy się na kawę do pobliskiej knajpy. Później ruszyliśmy z powrotem w kierunku Wall Street. Po drodze mijaliśmy Trump Tower. To 58-piętrowy wieżowiec, znajdujący się Piątej Alei. W tym budynku mieścił się główny sztab wyborczy Donalda Trumpa. Idąc dalej pomnik prezydenta Georga Washingtona oraz Trinity Church, który był znaczący dla historii Nowego Jorku od ponad 300lat. Doszliśmy do Ground Zero, gdzie do czasu zamachów z 11 września 2001 stało World Trade Center. Po chwili zadumy ruszyliśmy dalej w kierunku dzielnicy SoHo, tym razem jednak nie pieszo, a rowerami.

Przyjaciele

Przy Grove Street odwiedziliśmy apartament, w którym kręcono słynny serial „Przyjaciele”. Na kolejnym etapie swojej rowerowej podróży zatrzymaliśmy się na całkiem niezłe jedzenie w pobliskim pubie. Przeszliśmy park Washington park . Potem przez kilka godzin jeździliśmy po Central Park.  Jego powierzchnia zajmuje naprawdę sporo, a dopytując ciocię wikipedię to 341 ha. Ogrom powierzchni, który nazywany jest często oazą Nowego Jorku. Dostrzec można z niego świetnie dzielnicę So Ho.

Tadeusz sam w Nowym Yorku

Przypominając sobie słynne czasy Kevina, które są systematycznie co rok odświeżane przez stacje telewizyjne postanowiliśmy poszukać miejsc, gdzie film był kręcony. Udało się nam dotrzeć pod schody, mostek, fontannę, a także pomnik José Francisco de San Martín’a, gdzie Kevin spotkał swoich „znajomych”. Tego dnia kilometrów zrobiliśmy sporo, bowiem Central Park jest oddalony od WTC o około 8 km. Po powrocie do hotelu i gorącej kąpieli zasnąłem jak dziecko. 

Syrop klonowy.Welcome to Canada.

Canada

Ciekawostka: Najwięcej syropu klonowego produkuje się w Kanadzie. I chociaż nie jest on prawie  znany w Polsce to warto wiedzieć, że jest mniej kaloryczny niż miód, nie zawiera żadnych konserwantów i można przechowywać go przez około 18 miesięcy.

kanada tadeusz stabrawa dascoin canada17.08 , czyli nadszedł moment mojego wylotu z Warszawy do Toronto. Wydawać by się mogło że wszystko mam. I tak właśnie myślałem do momentu dotarcia na lotnisko w Warszawie. Podczas odprawy, 2 h  przed planowanym odlotem dowiedziałem się, że…

nie mam wizy do Kanady.

Wchodzi mi to w krew….

A dokładniej dokumentu eTA zezwalającego na wjazd do tego Państwa. Zatem jak się okazało wcześniejsza informacja od kolegi z Kanady, że nie potrzebuję wizy okazała się myląca. Od około dwóch lat dokument ten jest niezbędny do podróży. Taka jest Canada !

Na szczęście na lotnisku istniała opcja złożenia wniosku o uzyskanie eTA. Co prawda kosztowało mnie to 200 zł, zamiast 7$, ale człowiek całe życie się uczy. Uczy, bo równie dobrze mogłem nigdzie nie polecieć.

Na zatwierdzenie wniosku elektronicznego czeka się od kilku minut do nawet 72 h!

Chwała, że mój wniosek przyszedł po paru minutach. Tak więc udało się!

Koniec końców dotarłem na pokład samolotu i mogłem oddać się przyjemności podróży płynącej z komfortu nowego boeinga 787-9.

Sam lot ? Rewelacja. Sporo miejsca na nogi, wygodne fotele i przestrzeń której mogą pozazdrościć inne linie lotnicze.

Toronto

kanada tadeusz stabrawa dascoin canadaWylądowałem bezpiecznie na Lotnisku w Toronto, gdzie czekali na mnie znajomi. Po zapakowaniu się do samochodu po drodze wstąpiliśmy do świetnej knajpy American Pale, gdzie wypiliśmy dobre piwko i zjedliśmy fantastycznego Bizon Burgera.

Dundas Square

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do centrum, a dokładniej na plac Dundas Square.

Charakterystyczną cechą tego placu są liczne fontanny działające w różnych sekwencjach. Ogromne tablice reklamowe rozświetlają wszystko dokoła dając złudne wrażenie, że miasto nie zasypia nigdy. Po tej nocnej przejażdżce przyszedł czas na sen.

W Polsce słońce dopiero wstawało, a u mnie był środek  bo już była godzina 7 czasu polskiego, a w Toronto Canada, 1 w nocy .

Z buta trochę…

Nazajutrz postanowiliśmy trochę pozwiedzać. Przeszliśmy ulicą z parkingu do Dundas Square. Plac zwraca uwagę o czym już wspomniałem wcześniej. Reklam tu naprawdę sporo, jak na Manhattanie.  

Dundas Square pełni funkcję współczesnego forum oraz miejsca na otwarte koncerty.

Kolejnym punktem wycieczki był plac przed ratuszem, tam też natknęliśmy się na charakterystyczny napis Toronto. Dokoła placu roztaczają się stylowe budynki. Potem przeszliśmy przez jedną z większych galerii i naszym oczom ukazała się CN Tower.

Edge Walk

Zakupiłem bilet na Edge Walk, ale tą atrakcję zostawiłem sobie na kolejny dzień.

stabrawa tadeusz dascoin kanada canada

Przemieściliśmy się później do Steam Wisthle, słynnego browaru, gdzie mogłem skosztować świeżutkiego pilsnera. Ciekawy również jest sam browar ulokowany w starej parowozowni pod torontońskim CN Tower.

Zakupić można tu gadżety jak i zwiedzić cały browar z przewodnikiem.

Po dłuższej chwili wyruszyliśmy dalej wzdłuż mariny i doszliśmy do Sugar Beach. Tam spędziliśmy miły wieczór po czym wróciliśmy miło skonani do  mieszkania .

I tak nadszedł kolejny dzień, czyli data w kalendarzu ukazała 19.08. Po odpoczynku ogarnąłem się i około godz. 11 pojechałem do centrum miasta. Najpierw wsiadłem w pociąg, później podróżowałem dwoma liniami metra.

Metro Canada

Sama komunikacja w Toronto nie nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Funkcjonują tylko trzy linie metra, czyli o 1 linie więcej niż w Warszawie. I warto porównać TO !

metro kanada stabrawa tadeusz canada
Metro Toronto

 

                                     vs. 

metro londyn tadeusz stabrawa canda
Metro Londyn

Dojechałem docelowo do stacji Union Station.  Wychodząc ze stacji bezpośrednio znalazłem się w holu, gdzie świetnie było widać jak wkomponowane zostały stare budynki w nową szklaną zabudowę.

W Brookfiled Place znajduje się ogromny sklep z gadżetami drużyny koszykarzy Raptors i hokeja Toronto Maple Leafs. Dzień wcześniej zamówiłem tam koszulkę z moim imieniem i moją ulubioną cyfrą 9.

tadeusz stabrawa toronto kanada dascoin canada

CN Tower

Zrobiłem kilka zdjęć, oglądałem jeszcze parę innych rzeczy, aż w końcu wyszedłem w pobliżu wieży CN Tower. Zanim jednak znalazłem się na samej wieży, skorzystałem z okazji by zobaczyć na własne oczy psią fontannę. Psia fontanna jest bardzo charakterystycznym punktem, znajduje się ona w Berczy Park.

Wokół fontanny i w wodzie umieszczonych jest około 27 figurek psów, z których wszystkie wypluwają wodę i które zapatrzone są w sam szczyt fontanny, na którym znajduje się kość.  

Obok tego znajdują się dwie dłonie, które są symbolem? No właśnie czego? Wiecie coś?

Jeśli masz hipotezę na ten temat, to napisz w komentarzu,  sam nie znalazłem informacji na ten temat. Za najciekawsze info Gratis !!!

Edge Walk

tadeusz stabrawa dascoin kanada canadaMiałem wykupiony bilet na Edge Walk po wieży udałem się w kierunku wieży CN Tower gdzie  o 13 odbyłem krótki kurs, włożyłem odpowiedni strój, pasy bezpieczeństwa i inne zabezpieczenia.Z asekurantem wjechaliśmy windą na sam szczyt – 347 m.

Tam też po odpowiednim zabezpieczeniu wyszedłem  na zewnątrz, tuż przy krawędzi wieży. Zrobiliśmy obchód całego punktu widokowego . Przyjmując różne pozycje, wisząc, odchylając się, pochylając.

Inne wieżowce zdawały się być malutkie przy tej wieży. EdgeWalk Canada stabrawa tadeuszNiezapomniane chwile. Po przechadzce w chmurach wróciłem na ziemię gdzie wpadłem w wir  turystycznej manii kupowania pamiątek.

Wczesnym wieczorem spotkałem się ze znajomymi i wyruszyliśmy w rejs statkiem trzy masztowym. Na statku rozkręciła się świetna impreza, podczas której można było spróbować piwa różnego rodzaju. Super trip. Wcześniej widziałem Toronto z lotu ptaka, teraz miałem okazję z wody.  

Spędziliśmy na statku kilka godzin. Wracając do brzegu udało się nam zobaczyć przepiękny zachód słońca nad Toronto.

tadeusz stabrawa daSCOIN kanada canada

Po rejsie podjechaliśmy jeszcze pod wieżę CN Tower Canada, ponieważ w ramach wcześniejszego biletu mogłem wjechać na najwyżej położone miejsce, czyli 447 m.

Toronto nocą z tej wysokości? Coś wspaniałego.

Przyszedł czas na powrót na mieszkanie, bowiem kolejny dzień czekała mnie podróż na Niagarę.

O Niagarze w kolejnej części. Zapraszam

Dascoin Event, Buenos dias, czyli co ma wspólnego Dascoin i Hiszpania?

Dascoin Event, Buenos dias, czyli co ma wspólnego Dascoin i Hiszpania?

Dascoin Event. Przede wszystkim event, który 29-30 czerwca odbył się w samym sercu przepięknej Barcelony.

Ciekawostka….

dascoin event barcelona stabrawaWiedzieliście, że Barcelona jest trzecim najchętniej odwiedzanym miejscem w Europie. Ja też nie. Ale cieszę się, że mogłem tam być i oprócz pochłonięcia sporej dawki newsów z Dacoinowego świata, po prostu pozwiedzać.

Dascoin i Barcelona

Czas, który poświęciłem na Barcelonę to intensywne 4 dni.

Po powrocie z Rosji przepakowałem walizki i z powrotem udałem się na lotnisko. Szaleństwo. Ale nie dałem za wygraną zmęczeniu spowodowanemu kolejnym wyjazdem i w pełni skorzystałem z okazji i możliwości następnej wyprawy. Zatem po przylocie planem był wypoczynek. Przede wszystkim sen, którego mocno mi w ostatnim czasie brakowało. Ostatecznie jednak wygrał zespół niespokojnych nóg, które poniosły  mnie nad morze.

Wspaniale roztaczająca się plaża sprawiła, że mam ochotę na więcej. Północ dobijała na zegarku, a ja zanurzałem się w ciepłym morzu. No i jak tu spać, kiedy taka okazja żeby coś z sobą zrobić, w tym wypadku popływać i nacieszyć myślami tego gdzie się jest i w jakim celu. Po przepłynięciu kilkunastu metrów, stwierdziłem, że z racji eventu  na temat  Dascoin, który miał się odbyć w dniu kolejnym po prostu udam się do  hotelu i trochę odpocznę

Sen jest zawsze dobry, sen o Dascoin

dascoin event barcelona stabrawaPo przebudzeniu poszedłem trochę popływać w przy hotelowym basenie by ożywić zaspane ciało. Później udałem się na śniadanie. Potrzebowałem trochę czasu na przemieszczenie się do hotelu, w którym docelowo miał odbyć się event. 

Event Dascoin

Po przybyciu na miejsce, ubrałem garnitur i wraz z pozostałymi liderami udaliśmy się na spotkanie. Michael Mathias CEO Dascoin przygotował sporo nowych informacji na temat nowych produktów, które niesie ze sobą projekt. Wykorzystania narzędzi, CRM i innych.

Ważnym punktem było przedstawienie firmy Nature, która blockchain DasCoin chce wykorzystać jako swoje rozwiązanie technologiczne. Firma oczywiście jest firmą, która istnieje już od dłuższego czasu na rynku i ich produkty można kupić w większości sklepów w Skandynawii czy Anglii. Wspólpraca ta pokazuje jak prężnie projekt się rozwija i jakie niesie ze sobą możliwości.

Hiszpańskie rytmy, Despacito

dascoin event barcelona stabrawaPo dawce wiedzy przyszedł czas na część artystyczną podczas której oddaliśmy się hiszpańskim rytmom. Nowe kontakty nawiązane, event zaliczony do naprawdę udanych. Ciągle jesteśmy zaskoczeni potencjałem jaki niesie ze sobą DasCoin. Po nocnych szaleństwach kolejny dzień poświęciłem na zwiedzanie. Wybrałem się do L’Aquarium de Barcelona, które kosztowało mnie 25 euro. Oceanarium nie zrobi wrażenia na nikim, kto juz widzial wiecej……., o czym mozecie poczytac w innych artykulach.

Niektórzy już w niedzielę wracali do Polski, dlatego nasze drogi się rozeszły. Ja  wybrałem się na plażę. Stamtąd skorzystałem z okazji i kolejką linową znajdującą się przy porcie Transbordador  Aeri Del Port dojechałem na górę, z której świetnie było widać całą panoramę miasta. Dlatego szczerze polecam tym, którzy na wyprawę chcą wybrać się do Barcelony.   

Centrum

Jak się okazało parę kilometrów zrobiłem. Po drodze mogłem uraczyć się przepięknymi uliczkami Barcelony. Mają one fantastyczny klimat, a wąskie przejścia nadają im nieco tajemniczości. Około godziny 22 dotarłem pod słynną Sagrada Família. Imponująca świątynia, którą zaczęto wznosić w 1882 roku. Zaczęto, bo jak wszystkim wiadomo nadal nie została ukończona.

Plany i Dascoin

dascoin event barcelona stabrawaChociaż plany zakończenia prac są i prawdopodobnie ma to nastąpić w 2026. Rok ten jest szczególnie ważny, ponieważ w 2026 mija setna rocznica śmierci Gaudiego, architekta, który stworzył projekt świątyni. Bazylika mniejsza robi potężne wrażenie, szczególnie nocą, gdzie przepięknie oświetlona lśni na tle całego miasta. Tak Dascoin i plany doprowadzily, ze trafilem do fantasycznego miasta.

I nie raz uslyszalem DESPACITO

Gram w Oko, 21

W tym roku była to moja 11 podróż. A Ty ile podróży masz na swoim koncie?  Zapraszam Cię do kontaktu. Pozdrawiam słonecznie!